Quo vadis

Wczoraj pewna nowo przybyła Persona Grata zacytowała, iż „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29), a mnie się to przedziwnie wwierciło w podświadomość i tkwi.
Nie żebym na siłę wtłaczała jakieś nadprzyrodzone zjawiska w moją nudną, szarą codzienność, ale jakoś tak coraz trudniej znajdować wytłumaczenia, coraz trudniej nie dostrzegać. Może człowiek rzeczywiście poza sferą fizyczną i psychiczną, ma też coś duchowego? Trudno uwierzyć, ale jest coś dziwnego, czego nie można sensownie przypisać i konkretnie ulokować…
Tydzień temu miało się wszystko skończyć, miało być zwyczajnie, miało być łatwiej i wszystko po staremu. Jest rewolucja… jakiś osobisty, niezwykle osobliwy renesans – „młody renesans” (dlaczego nie nadać temu zjawisku odrębnej, zupełnie nowej i trochę przewrotnej nazwy? ;) ). Czy jest źle? Czy jest gorzej? Chyba powstaje błędne koło, bo właściwie to jest dobrze, jest tak jakoś… nie wiem… inaczej, ale nie powiem, że jest łatwiej.
Sama nie wiem… przecież to jakieś szaleństwo!!!

Wyobraź sobie, że nie umiesz pływać. Stajesz na progu lecącego nad oceanem samolotu i ktoś cię nagle z niego wyrzuca. Spadasz, wpadasz z impetem do wody i… płyniesz?! Może to za dużo powiedziane, ale unosisz się na powierzchni. Sam nie wierzysz, że nie toniesz… jest szok.

W ogóle o czym ja piszę? Sama sobie bym nie uwierzyła!
Co tu się dzieje? Gdzie moje miejsce w tym wszystkim?

Jedno jest pewne: pytań nie ubyło. :-?

Światełko do nieba

Lubię listopad!
Z pewnością już o tym pisałam, ale nie ma się czemu dziwić, bo co rok lubię go tak samo. ;)
1 listopada zawsze bardzo wyraźnie i jednoznacznie rozpoczyna czas wyciszenia, refleksji, spowolnienia i zapadania w zimowy sen. Deszcz, błoto? Wszystko ma swój urok! A może właśnie ta niezakamuflowana kolorami i słońcem szczerość, tak urzeka?

Dziś Wszystkich Świętych i choć zawsze ten dzień robił na mnie spore wrażenie, to już dawno nie przeżyłam go tak bardzo świadomie. Był cmentarz i znicz… wszystko jak należy i w sposób dziwnie naturalny.

Nie było mnie, ale pamiętałam… pamiętam…

Wróciłem…

Niesamowite uczucie… coś metafizycznego, zupełnie nie do opisania. Niemal fizyczny ból zawieszenia w próżni, oczekiwania, tęsknoty…

Jak bardzo trzeba być na krawędzi, jak bardzo nie mieć nadziei, jak bardzo być zdesperowanym… by skoczyć w mgłę?

Widzę kolejkę do stomatologa, gdzie choć spodziewasz się poprawy to jakoś nie potrafisz bezgranicznie zaufać temu demonicznemu dentyście, któremu maseczka zakrywa połowę jakże tajemniczego lica… nietrafiona metafora?
Fakt – nie było fotela, wiertła, maseczki… ale było rwanie bez znieczulenia, starych, spróchniałych korzeni.

Zgłaszam gotowość

Jeśli życie sprawia, że nie możesz ustać, uklęknij

R. P. Evans

Takie proste, a zarazem tak bardzo karkołomne…

Strach, lęk przez upokorzeniem… ale chyba już nie mogę być bardziej gotowa.
Pragnę, tęsknię… i nic już nie pojmuję…

Proszę wyjdź po mnie… wysłuchaj… i przebacz…

Pytam się…

Jak można tak bardzo nic nie wiedzieć?

Jak można czuć tak niesamowitą pustkę będącą jednocześnie totalnym wypełnieniem po brzegi?

Jak można cierpieć z powodu nadciśnienia czy drgawek, gdy ich nie ma?

Jak można tak długo nie spać i wciąż nieźle funkcjonować?

Czy można czegoś aż tak bardzo nie rozumieć? Czy można się bać, obawiać, czując jednocześnie przedziwną ciekawość i zniecierpliwienie? Czy można pozostać sobą zmieniając tak wiele? Czekać czy skakać? Przecież takie rzeczy się nie dzieją – nie teraz, nie tu, nie w taki sposób, nie takim ludziom… nie mnie!!!

Echo tamtych słów

Usiadłam przy komputerze z zamiarem napisania porządnej, głębokiej notatki… ale tak siedzę i siedzę, a wszelkie myśli i słowa tajemniczo umykają, a z tych pozostających jeszcze strzępków nic sensownego nie da się skleić.
No cóż… nie będzie ani długo, ani wzniośle… będzie kilka lakonicznych zdań :)

Jeśli jest na świecie ta jedna osoba, która widzi w tobie potencjał, która wierzy w sukces przedsięwzięcia to warto, a nawet trzeba działać. Właśnie dlatego, by nie zgasić tej tlącej się iskierki, bo to ona jest wątłą granicą mroku i nadzieją na światłość. Niepozorna iskra ma w sobie potęgę niszczącego pożaru i śmiercionośnego gromu, nigdy jej nie lekceważ.

Wczoraj

Miałam dodać wczoraj wpis… że nowe, że niewiadoma, że strach… Zapomniałam. ;)

Dziś jestem o ten jeden dzień mądrzejsza. Było dobrze i jest nadzieja na dobry czas, na lepsze jutro.

Podobno najbardziej ranią najbliżsi… zapewne dlatego, że to właśnie od nich oczekujemy najwięcej wsparcia i zrozumienia, to w nich szukamy oparcia i spokojnej ostoi. Przykro mi…

Kolejny pierwszy raz

Niemal 14 kilometrów marszu poprzedzonych 3,5 zrobionych na rowerze.

Cóż… robiłam już indywidualnie zbliżonej długości spacery, ale to było coś trochę innego. Deszcz, zimno, trochę obcych ludzi… atmosfera? akurat ona to chyba potrzebuje dłuższych tras, ale ja ekspertem w tej dziedzinie nie jestem ;)

Było dziękowanie i mam nadzieję, że dotarło…

Hm… ciekawe czy dłuższą trasę też bym pokonała… XD