Czyżby powrocik?

Kiedyś pisałam tu niemal codziennie – żeby wyciągnąć, przemyśleć i poukładać…

Zastanawiam się czy nie byłaby to właściwa metoda na to przedziwne zawieszenie, w którym obecnie trwam… Może udałoby się co nieco przemyśleć i nadać tym myślom jakąś określoną, niemal namacalną formę słów? A może skutkowałoby to wyłącznie ciągłym mieleniem tych samych treści i wątpliwości?

Dziś mija dwa tygodnie i… no właśnie – nic!
Oczywiście wiem, że to nie automat ze słodyczami, ale… no właśnie „ale co?”. Czyżbym myślała, że jestem szczególnie wyjątkowa? Liczyłam na grad gum Turbo, które skrzętnie pozbieram, zmagazynuję w szafie i będę ustawiona do końca życia?
Na co liczyłam?
A zmieniając kąt rozważań: co teraz? Coraz wyraźniej widzę, że zgubiłam się w tym zawiłym gąszczu… może warto poszukać kogoś kto pomoże wspiąć się na dorodną sosnę, by tam rozłożyć skrzydła i polecieć. Tak zrobię, ale (czy ono zawsze musi być? :-? ) teraz powinnam określić swoje położenie, bo żadna ekspedycja ratunkowa nie może być wysłana w nieokreślone „gdzieś”.

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…

Osobisty anioł

„Pan Bóg stwarza dla każdego z nas anioła po to, by nas chronił.”

„Grunt pod nogami”

Też mam takie przeczucie! :)

Oj… zdaję sobie sprawę, że taka deklaracja z mojej strony to lekkie nadużycie… ale to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
Nie wytłumaczę, ponieważ sama jeszcze nie rozumiem…

Notatka na marginesie

Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Słowo na dziś… jutro… czas najbliższy…

Notatka na marginesie

… Bóg Ojciec jest Ojcem, a Bóg-Syn, jest Jego myślą o sobie samym, a Bóg Duch Święty jest miłością Ojca do Syna i że Ci trzej są jedną Naturą, a mimo to stanowią trzy odrębne Osoby – i zamieszkują w nas przez wiarę.

„Siedmiopiętrowa góra”

No i wszystko jasne…

Cień przyszłej rozmowy…

Hm… od kilku lat się zastanawiam (nie chodzi o ciągłość, ale o częste nieregularne incydenty) nad rozmową… nad jej nieuchronnością. Mam jakieś dziwne poczucie, że jest to niezbędna konieczność, ale mimo to wciąż obstawiam przy stwierdzeniu „jeszcze nie teraz…”. A w środku wszystko pięknie gnije niczym ząb trzonowy, który lada chwila zaboli…

Chcę, ale…
się boję… nie potrafię… wstyd straszny… brak właściwego rozmówcy… za ciepło… za zimno… wiosna… zima… przed świętami… po świętach… a latka lecą…

—   —   —

Wczoraj usłyszałam tak dużo…
że warto, że lżej i lepiej…
że powinnam, a nawet muszę…
że przecież chcę…
i że już jest ta właściwa osoba… tylko ten pierwszy krok…

Wiem, że powinnam i co więcej – faktycznie chcę, ale naprawdę to aż tak bardzo widać?? Pustka, zagubienie…

—   —   —

Wyznanie żywej, namacalnej i bliskiej Osoby, której z pewnością mogę zaufać, trafiły celnie i mocno. Zrobiło się dziwnie – to nie tylko ja mam takie zaległości?

Wciąż myślę, ale teraz tak jakby bardziej konkretnie i … pewnie to głupie, ale mam wrażenie, że nie jestem sama. Choć mam świadomość, że ostateczna bitwa odbywa się bez sekundanta… w cztery oczy… a może nawet we własnych trzewiach…

Tyle wątpliwości…

Wciąż jest strach i nadal będzie, ale trzeba mieć nadzieję, że odwaga kiedyś go przezwycięży.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

12 kwietnia 2017 roku podobno rozpoczął się nowy etap mojej podróży…