Notatka na marginesie

… Bóg Ojciec jest Ojcem, a Bóg-Syn, jest Jego myślą o sobie samym, a Bóg Duch Święty jest miłością Ojca do Syna i że Ci trzej są jedną Naturą, a mimo to stanowią trzy odrębne Osoby – i zamieszkują w nas przez wiarę.

„Siedmiopiętrowa góra”

No i wszystko jasne…

Cień przyszłej rozmowy…

Hm… od kilku lat się zastanawiam (nie chodzi o ciągłość, ale o częste nieregularne incydenty) nad rozmową… nad jej nieuchronnością. Mam jakieś dziwne poczucie, że jest to niezbędna konieczność, ale mimo to wciąż obstawiam przy stwierdzeniu „jeszcze nie teraz…”. A w środku wszystko pięknie gnije niczym ząb trzonowy, który lada chwila zaboli…

Chcę, ale…
się boję… nie potrafię… wstyd straszny… brak właściwego rozmówcy… za ciepło… za zimno… wiosna… zima… przed świętami… po świętach… a latka lecą…

—   —   —

Wczoraj usłyszałam tak dużo…
że warto, że lżej i lepiej…
że powinnam, a nawet muszę…
że przecież chcę…
i że już jest ta właściwa osoba… tylko ten pierwszy krok…

Wiem, że powinnam i co więcej – faktycznie chcę, ale naprawdę to aż tak bardzo widać?? Pustka, zagubienie…

—   —   —

Wyznanie żywej, namacalnej i bliskiej Osoby, której z pewnością mogę zaufać, trafiły celnie i mocno. Zrobiło się dziwnie – to nie tylko ja mam takie zaległości?

Wciąż myślę, ale teraz tak jakby bardziej konkretnie i … pewnie to głupie, ale mam wrażenie, że nie jestem sama. Choć mam świadomość, że ostateczna bitwa odbywa się bez sekundanta… w cztery oczy… a może nawet we własnych trzewiach…

Tyle wątpliwości…

Wciąż jest strach i nadal będzie, ale trzeba mieć nadzieję, że odwaga kiedyś go przezwycięży.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

12 kwietnia 2017 roku podobno rozpoczął się nowy etap mojej podróży…

21 marca 2017r.

Czy to nie dziś jest ten dzień, w którym wszystko do życia się budzi?

- – -

Właśnie dziś odeszła Pysia… choć już kilka lat z nią nie mieszkałam, to nieustannie obsypywała mnie ogromem radości i miłości za każdym razem gdy mnie widziała. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym przyjechała do mnie w… kieszeni polarowej kurtki; naszych wspólnych spacerów i zabaw.
Kudłaty kłębek o silnym charakterze, który pozostawił po sobie ogromną pustkę i masę wspaniałych wspomnień.

Dziękuję Ci Piesku za tych 12 lat i jeśli jest jakieś „tam” to na pewno jeszcze się zobaczymy… ostrzygę Cię, wykąpię i wyszczotkuję, Ty jak zwykle będziesz mi przekornie uciekać, a potem dam Ci cukierka w papierku i pobawimy się skarpetką…

To tak jak nasze wyjścia na zakupy, kiedy czekałaś pod sklepem patrząc z niecierpliwością na drzwi, oczekując mojego powrotu… a ja byłam z Ciebie taka dumna!

Wszystko będzie dobrze… z pewnością już nie musisz bać się burz… i w ogóle niczego się nie bój.

PS. Szukaj Stefana…

Dwa kalendarze i pieczątka

Wczoraj była Środa Popielcowa… wiem, że to nic wyjątkowego, ale dowiedziałam się o niej dopiero wieczorem gdy…

zakładałam nowy kalendarz!
Oczywiście posiadam już swój piękny, zielony, który został należycie przygotowany do pełnienia swoich obowiązków już u schyłku 2016 roku. Przechodząc do sedna – zakładałam kalendarz służbowy :D bo w pracy dużo spraw ważnych, które często zupełnie zbędne w życiu prywatnym, a ich wpisywanie w „zielony” wprowadziłoby zbędny chaos.

A więc jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch kalendarzy!! 8-)

Ale dziecko wydoroślałaś!

Czasu brakuje by tu coś wystukać… jejku, wciąż się dziwię :D

Zaprojektowałam sobie parafkę, którą łączę z moją przepiękną pieczątką… zabieg wykonałam dopiero raz, ale za to z jakim pietyzmem. ;) Tak sobie przybiłam i podpisałam jak jakaś ważna persona!

No i wczoraj była kolejna rocznica mojego ziemskiego bytowania. Chyba się zestarzałam, bo jakoś nie miałam żadnych oczekiwań związanych z tym dniem i w ogóle tak minął jak każdy inny. Trochę smutno, że siostra nawet SMSa nie napisała, ale cóż… młoda, piękna, zabiegana… pewnie miała ważniejsze rzeczy na głowie.
Nic nie zmieni faktu, że czas płynął, płynie i będzie…

Były piękne życzenia, które tradycyjnie zacytuję:

„A jednak wszystko ma swój czas…
Nic samo się nie stanie, a zatem miej marzenia i plany…
Odważnie idź!
Samych sukcesów naukowych i zawodowych życzę…
I zdrowia,
radości
i nadziei…
Do plecaka schowaj mądrość i wiarę… I sięgaj po nie…
Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy urodzin!”

… i zapewnienie, że starość nie jest taka straszna.

Dzięki… pewnie się przyzwyczaję, ale początki przecież bywają trudne :P

No i warto wspomnieć, że urodziny spędziłam w kolejce do poradni przyszpitalnej sąsiadującej z oddziałem onkologicznym, a w ramach prezentu od NFZ – zostałam przyjęta. No komedia przecież! XD

Piszę…

Trzeba coś napisać… chcę coś napisać, tak właśnie – chcę!

Dziś miały być egzaminy i można powiedzieć, że były… tzn. wpisy są i to się liczy. Przedostatnią sesję mam prawie za sobą.
Trochę mi dziwnie jak kolejna osoba wyraża swoje zdziwienie wypowiedzią w stylu: „Ło, to ty nadal studiujesz???” Oj, jeszcze długo przyjdzie mi się dziwić. ;) I niech się dziwią…

„Tydzień pożegnalny” był strasznie długi, ale jest już historią. Nie uraczyłam tych wieprzy żadnymi perłami… niech się dalej tarzają w tym błocku – na zdrowie!
Wypadałoby podsumować te 5 miesięcy z hakiem… początki były takie chyba nijakie, z poczuciem bezsensu, niemocy i… wstydu? Na szczęście udało się spotkać kilka przyzwoitych osób, dzięki którym dało się przetrwać
Muszę tutaj wspomnieć o Kochanej Cioci Elizabeth, bo są ludzie których fajnie jest spotkać na swej drodze. Zwyczajna kobieta po 50, posiadająca niewiadomy poziom wykształcenia, ale na pewno nie ma mgr przed nazwiskiem… jest za to niezwykle ciepła, szczera, dobra, miła i niejeden magister czy dyrektor mógłby się czegoś od niej nauczyć. Jest to jedyny numer telefonu, który wyniosłam z byłej już pracy i jestem przekonana, że kiedyś go użyję. Zapewne za kilka miesięcy czy lat zapomnę większość ludzi, spotkanie przykrości czy niesprawiedliwości, ale będę pamiętać ten śmiech i permanentne, pełne uroku narzekanie. :D Do usłyszenia… do zobaczenia…